Dziecka wróciły. Jęczące, jak zwykle po wizycie u dziadków... szczególnie Antoś :/ rozleniwił się znowu i gada mniej niż gadał... a wszelkie czynności, na których muszę się bardziej skoncentrować (jak zmywanie czy choćby wrzucenie notatki na bloga :P) powodują Atak Wściekłego Wrzasku.
a poza tym rozmontowałam już choinkę :P jakoś w tym (a w zasadzie w tamtym :P) roku mi nie wyszła...
Craftowo nie idzie mi może jakoś rewelacyjnie, ale się nie obijam :) Coś tam cały czas się dłubie... wydłubało się już małego wielkiego Ctulhu na szydełku, ale powędrował już do brata - więc jak on zrobi zdjęcie - to będzie zdjęcie, bo ja mam tylko takie, na którym głównie widać piksele :P
Mam za to teraz dobry okres na robienie planów i zbieranie inspiracji :D grzebię po etsy, sklepach itd, podpatruję, przerabiam, szkicuję... i mam nadzieję, że wystarczy mi zapału na chociaż połowę tego, co mi już się nazbierało, bo sporo tego jest :D
tym optymistycznym akcentem się żegnam i pędzę dłubać łapacz snów oraz naszyjnik dla mamy na studniówkę :)
O łapacz snów ..na pewno piękny bedzie;)Widziałam ostatnio w sklepie z piórkami ^^ koniecznie sie pochwal jak wyszedł;)No i zyczę spokoju przy tym dłubaniu choć pewnie nie bedzie łatwo z maluchami przy boku ;)
OdpowiedzUsuńKocham łapach snów i nie mogę się doczekać kiedy nam go pokażesz ^^
OdpowiedzUsuńJa w daleeeekich planach też marzę, aby samodzielnie takowy wykonać, baaardzo mi się przyda! :)
łapacz gotowy, zdjęcie jutro :)
OdpowiedzUsuńA piórka zdobyłaś? ;)
OdpowiedzUsuńnie, z piórkami dalej liczę na ciebie :D
OdpowiedzUsuń