Pomoc dla Lenki

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wygrane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wygrane. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 maja 2012

lenistwo

Lenistwo mnie dopadło. Nie wiem, czy to ten długi weekend, nagłe lato na koniec kwietnia czy co...
niemniej, komputer ruszam stosunkowo mało - stąd poważne zaległości w lekturze blogów :P. Trzeba to nadrobić...
Ale ale :)
Miałam się pochwalić.
We środę przyszła paczuszka (ha, paczuszka - wielkie pudło :D) od Kasi - u której wygrało mi się :> ostatnio candy.
No popatrzcie jakie cuda ^^


Aż mi się przez resztę dnia pyszczek cieszył ^^. Zresztą - dalej się cieszy :D.

Robótkowo się wykańczam :P.

Ot taka mała zajawka czegoś, co powinnam jutro skończyć :) (ale w całości pokażę dopiero, kiedy dostanie to osoba, dla której jest przeznaczone).
Dziergam też Madame, szyję, zaszywam podarte ubrania i zabawki, których nagle powyłaziły jakieś dziwne ilości i (co jest przyczyną tego poprzedniego :P) sprzątam, sprzątam i jeszcze raz sprzątam. Częściowo - bo mnie naszły wiosenne porządki, częściowo - bo przy tylu osobach na takim metrażu zawsze jest co robić :P (np. Antoni właśnie przeleciał z miseczką płatków - oczywiście kilka mu wypadło...)
Wczoraj dopucowałam mieszkanko, bo miał przyjść pan z agencji nieruchomości - przedyskutować i podpisać umowę i zrobić zdjęcia... więc - chatka odpicowana. Pan ostatecznie nie przyszedł - ponoć się rozchorował (chyba na długi weekend :P czy inny leżing albo smażing) i ma zadzwonić w poniedziałek... ale było czyściusieńko... dopóki nie wrócili chłopcy. W ciągu godziny mieszkanie wyglądało jakby przez nie huragan przeszedł....
Syzyfowa praca...

A na zakończenie - mlecyk...

oraz najpiękniejsza z dziewczynek :)
 odpoczywająca w słońcu (wędruje za tą słoneczną plamą jak kociątko :>)

 zerkająca...
oraz z najlepszym ostatnio przyjacielem :). 

A teraz zmykam oglądać mój ukochany serial, bo mnie jakoś tak naszło, a zaległości mam już spore...
Do zobaczenia!

wtorek, 28 lutego 2012

niespodzianki i inne

No to mieszkanko już przyklepane :) Teraz czekamy, aż komuś spodoba się nasze...
Więc czekamy i grzecznie spławiamy kolejnych pośredników :P.
Ech... ja bym chciała już, teraz, natychmiast... ale nic to. Czekamy.

W piątek dotarła do mnie paczuszka - wygrana w candy u Agi z bloga Ścieżką Ku Pełni.
Zobaczcie jakie cuda :)

A dwa dni wcześniej, w trakcie poszukiwania białego ręcznika (o którego zastosowaniu będzie za chwilę) trafiłam na coś, co skutecznie poprawiło mi humor na kilka dni ^^.

Karty. Jak nowe. Śliczne. I jeszcze do tego za 3 złote :D.
Karty zostały już "oporządzone" i mamy za sobą pierwsze rozmowy. A rozmawia się nam bardzo dobrze. Po moich poprzednich - te to po prostu prawdziwy skarb :).

A ręcznik... ręcznik był mi potrzebny do szkółki szycia przytulanek :). W zeszłym tygodniu szyłyśmy owcę. Bardzo spodobała mi się koncepcja uszycia jej z ręcznika (m.in. dlatego że nie mam w domu futerka ani polaru w odpowiednim kolorze... w sumie to w żadnym kolorze - ofc mówimy o takich, które można pociąć :P). Przeglądam szafę - i zonk. Nie mam żadnego białego ręcznika. No ale od czego są ciuchajki... jak się okazało - od tego, że nie ma w nich ręczników ><". Wszystkim nagle wyszły. Ale po dokładnym przekopaniu się przez wszystkie szafy i zakamarki w domu odkryłam jeden mniej więcej spełniający wymagania :). Tak więc jest owca (z poślizgiem, ale jednak).
Oto i ona :)
Musze jeszcze popracować nad przyszywaniem łapek z grubszego materiału :> Ale jestem z niej zadowolona ^^. Tym bardziej, że coraz lepiej idą mi zakręty na maszynie. Chociaż wygląda na to, że mój dzienny limit umiejętności maszynowo-krawieckich to jedna rzecz... po owcy próbowałam uszyć coś jeszcze i zakończyło się to tragicznie... cały projekt muszę zaczynać od początku :/

A na koniec - jedna taka pannica posyła zadumane spojrzenie
A może po prostu wymęczone ćwiczeniami? PO ostatniej wizycie u rehabilitantki mamy 5 nowych ćwiczeń i ani jednego nie zabranego. W sumie 15 ćwiczeń. Zajmuje nam to prawie pół godziny. Ale mamy kolejne postępy :)
Mysza turla się po całym kocyku i poza niego.Ostatnio udało jej się przebyć 1,5 m w 2 minuty :P Leżała sobie na kocyku, odwróciłam się, żeby przewinąć Antoniego.... pielucha zmieniona, odwracam się - a młoda już jest pod stołem i się wścieka, bo zatrzymała się na krześle i nie szło poturlać się dalej :).

A na koniec anegdotka.
Mama nr 2 :) opowiadała jak to Wojtek był u niej. Rozmawiali coś o jej bracie. Wojtek nie bardzo mógł sobie przypomnieć o kogo chodzi. więc mama mu tłumaczy, że to jej brat, razem mieszkali u babci J., a potem ona wyszła za mąż i przeprowadziła się tu, a wujek się ożenił i przeprowadził do swojego domu.
Wojtek duma, duma, dym mu prawie uszami wychodzi.
W końcu dziecię doszło do takich wniosków (nie pamiętam dokładnie, jak to szło, ale sens został zachowany i co najważniejsze zwroty :P): "Ale koło wujka Miśka (mój kochany młodszy brat :D) to się żadna żonka nie kręci... Ale on ma komputer i swoje sprzęty elektroniczne. No i po co mu żona. Jeszcze by mu w tą elektronikę łapy wpychała..."

Z tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis :).
Dobranoc :)

środa, 14 grudnia 2011

pół roku i brak czasu

Jak chyba większość osób, cierpię na przedświąteczny brak czasu ><". Dlatego dzisiaj będzie wiecej zdjęć niż treści :P

Po pierwsze primo :) - skończyłam Totorka ^^ w końcu (ależ mam rozpęd, zaczęłam go w czerwcu ><")
No ale jest, najstarsze dziecię jest wielce radosne z jego powodu.
Tak sie prezentują w komplecie :)


Po drugie primo - w końcu doczekałam się numerka na drzwi
(przy okazji rozwiewam wątpliwości do do zawieszki z poprzedniego posta - zawieszka wisi w domu :) nie zaryzykowałabym zamontowania jej na klatce)

Po trzecie primo - jakiś czas (długi, wiem :P) udało mi si wygrać konkurs w Lawendowej Farmie - w nagrodę dotarły do mnie materiały na zrobienie własnej sojowej świeczuszki.
(tylko mech mój :P)
A całkem niedawno wygrałam balsamiki do ust u Adriany z bloga Lili Naturalna :) Te już zdążyłam napocząć i gorąco polecam ^^ usta po nich są cudowne :)

Po czwarte primo - prezent pod choinkę dostałam w tym roku wyjątkowo wcześnie, bo jeszcze w listopadzie - ale jakoś do tej pory zapomniałam się pochwalić. Ale teraz prezentuję moją nową wielką miłość :D
Mam, mam, i jestem bardzo szczęśliwa ^^ co prawda do tej pory posłużyła mi do uszycia woreczka na piżamę dla Antka, który jednak czeka na wykończenie oraz do podkładania spodni... ale mam wobec niej wielkie plany na najbliższą przyszłość :).



A po piąte - the last but not the least  - tak naprawdę to najważniejsze chyba, więc to co najlepsze - zostawiam na koniec ^^
Myszka skończyła dzisiaj pół roczku ^^
I z tej okazji pokazał się również pierwszy ząbek ^^.
Moja duża dziewczynka ^^
Dziewczynka wsadza łapki do buzi oraz przekręca się na boczki, kilka razy nawet udało się na brzuszek ^^.


Dziękujemy wszystkim za dobre życzenia oraz dobre rady ^^.
Teraz pędzę próbować rozciągnąć czas, żeby wyrobić się ze wszystkim przed świętami :)


PS. W kilku miejscach wspominałam, że jestem nałogowym zbieraczem gałęzi :)
Oto dowód :D
A to i tak połowa tylko, druga część chowa się w kanapie lub leży w miejscu niezawadzającym, bo jest za długa na schowanie :P
Wszystko oczywiście ma w zamyśle odpowiednie przeznaczenie... teraz leżą i nabierają mocy urzędowej :).

piątek, 29 kwietnia 2011

wrócona

znowu w domku :)
miałam wrócić dwa dni temu, ale ze względu na względy (miał być transport, ale nie było) jakoś się przeciągło :P
za to po powrocie czekało na mnie TO
 piękny-przepiękny-przecudny-i mój :D wisiorek od Kseni :) wygrana w candy
Małż oczywiście już knuje, jakby tu zdobyć kasę na podobny dla niego :D
(a ja znowu dostaję nerwicy, że nie umiem zrobić porządnego zdjęcia, a na dodatek aparat... ekhm ekhm... nie będę się wyrażać)

o świętach nie ma co pisać - tradycyjne latanie z wywieszonym językiem, żeby wszystkich "pozaliczać" (wiem, jak to brzmi :P) i nikt się nie obraził... dzięki bogom, jako posiadaczka piłki plażowej z przodu nie byłam zmuszana do jedzenia :D
za to po wszystkiem polatałam sobie troszkę po sklepach (o ile oczywiście moje turlanie można jeszcze nazwać lataniem) z efektami wyjątkowo zadowalającymi... małż został zaopatrzony w spodnie (nawet potrójnie), wygrzebałam też coś dla siebie, ale to już na "po"... a także znalazłam Skarb :D - skarb jest nabytą za złotych 18 i groszy 50 torbą dla młodego rodzica :D tzn. taką bajerancka, co to ma w środku składaną matkę do przewijania, miejsca na butelki, smoczki, pieluszki itd... i na dodatek bez uszkodzeń :) torba przeszła już nawet próbę, bo z nią wracałam do Lu... pojemna bardzo :)

a, i co by nie było, że się przez ten czas obijałam, to mam za sobą pierwsze próby z filetem (szydełkowym :P), ale pokażę dopiero, jak wykończę i jakoś usztywnię... ale technika wyjątkowo wdzięczna i efekty szybko widać, co jest bardzo motywujące :)

wracam nadrabiać zaległości internetowe (przez fora już się przebiłam, teraz blogi ;> pół nocy z głowy :D)

wtorek, 29 marca 2011

...

ostatnie dni upływają mi pod hasłem - my home, my hospital :P

w sobotę w nocy Wojtek wymiotował... zrzuciłam to na karb ogromnej ilości naleśników, jaką pochłonął tego dnia, tym bardziej, że podobne przygody z przejedzenia już mu się zdarzały.. resztę nocy rykiem uprzyjemnił Antoś. W niedzielę niby nic się nie działo, ale dziecka z jednej strony jakieś niemrawe były, z drugiej - strasznie drażliwe... W poniedziałek od rana Wojtka dopadła biegunka, przed południem dołączył do niego Antek, a do wieczora wzięło również pana męża... tylko jakoś mnie ominęło (tfu tfu), ale może to dzięki witaminkom, albo po prostu nie czuję, bo po żelazie w tabletkach i tak mnie wywraca na drugą stronę...
Dzisiaj Wojtek już w porządku, resztę też puszcza.
A ja mam ochotę wykonać efektowny "pad na pysk".

Oby do końca tygodnia :P
W niedzielę najprawdopodobniej wybiorę się razem z Antkiem do rodziców, odwiedzę Marysię :), dam się trochę porozpieszczać (już to widzę - jak znam Antoniego, to zafunduje mi pobudkę o 5 rano ><"), sprzedam dziecko na tydzień i, jak wrócę do domu, wezmę się za porządniejsze sprzątanie gniazda :).

A coby nie było tak zupełnie łyso i bez obrazków, to pokażę, jakie prezenty ostatnio dostałam :)

śliczne pocieszajkowe kolczyki od Dysiaka 
(genialnie prezentują się przy moich czarnych golfikach, które ostatnio namiętnie noszę - choćby dlatego, że tylko w nie się jeszcze mieszczę :P)
 i równie śliczne - i pachnące frezją - woreczki od Kasi
Wojtek oczywiście od razu zawłaszczył sobie tą z elfikami (bo przecież mają skrzydełka, sukienkę i kwiatki w najpiękniejszym kolorze - różowym :D)

a żeby nie było, że się obijam i nic nowego nie robię...
nad stołem zawisła sobie gałązka, na której wciąż przybywa ozdób :)


(tutaj trochę łysa, bo zdjęcie robione w sumie pierwszego dnia - w przesilenie

 a tu kolejny pentakl - na zamówienie, dziś poleciał do nowego właściciela. Życzenie było, żeby był prosty - to i jest :D
przy okazji podskoczył mi skill w pirografii :D

teraz zmykam zajmować się typowo damskim zajęciem - cerowaniem majtek i skarpetek :P

Ogłoszenia